VOLT – „nowe” miejsce na bulderowej mapie Warszawy
29 sierpnia, 2019San Vito Lo Capo – Sycylia jesienią
10 listopada, 2019„Lina!”, „Mam auto” – kto był w skałach z pewnością słyszał nie raz te komendy lub sam ich używa.
Tegoroczny sezon w skałach zainspirował mnie do napisania tego posta. Mam wrażenie, że obie te komendy są bardzo często nadużywane w nieuzasadnionych przypadkach ( „Mam auto!”) lub wypowiadane zbyt późno (chociaż lepiej późno niż wcale), bezrefleksyjnie („Lina!”).
Postaram się krótko i na temat. Kto jest choć trochę zaznajomiony ze wspinaniem wielowyciągowym zauważył na pewno, że obie te komendy nieodłącznie związane są właśnie z tym rodzajem wspinania.
„MAM AUTO!”
Komendy „mam auto!” używamy zazwyczaj wtedy, kiedy jesteśmy na górze przy stanowisku i chcemy, aby nasz asekurujący przestał nas asekurować, bo sami będziemy zjeżdżać lub zaraz będziemy asekurować partnera z górnego stanowiska. Zgodnie ze sztuką odpowiedzią na komendę „mam auto” jest zawsze „nie asekuruje”, po której asekurujący wypina linę z przyrządu i wspinacz skazany jest sam na siebie – sam się asekuruje (nie zagłębiając się w szczegóły).
Po tegorocznym sezonie wspinaczkowym w skałach mam wrażenie, że ta komenda jest nadużywana lub nie do końca mamy świadomość jaka jest konsekwencja jej użycia – wypięcie liny z przyrządu przez asekurującego po wcześniejszej odpowiedzi „nie asekuruję”. Często słyszałam tę komendę wydawaną przez wspinacza, który rozpoczynał operację przewiązywania się przez stanowisko, a wcale nie chciał, aby asekurujący faktycznie przestał go asekurować.
Mam wrażenie, że takie działanie powoduje chaos komunikacyjny i może wprowadzać w błąd zarówno wspinacza, asekurującego czy też mniej doświadczonych/świadomych wspinaczy, który działają gdzieś w okolicy zasięgu słuchu.
Proponuję usystematyzować użycie tej komendy. Najlepiej używać jej faktycznie tam, gdzie jest do tego przeznaczona, czyli w sytuacji kiedy chcemy, aby partner przestał nas asekurować. A na czas przewiązywania „mam auto” zastąpić „przewiązuję się, daj luzu”. Wtedy sytuacja jest jasna i eliminuje kwestię niedogadania się. Chyba ostatnia rzecz, o której marzy wspinacz na stanowisku to zorientować się po przewiązaniu, że nasz partner po usłyszanej komendzie „mam auto” wypiął linę z przyrządu i odpoczywa już na kocyku nieopodal.
I jeszcze drobnostka, ale jak wiele może zmienić. W odpowiedzi na „mam auto!” proponuję zawsze najpierw odpowiedzieć wspinaczowi na górze „nie asekuruję” odczekać chwilę, żeby się upewnić, że wspinacz zdaje sobie sprawę z tego, o co właśnie poprosił i co się zaraz wydarzy (wypięcie liny z przyrządu) i dopiero wtedy przechodzić do działania, czyli zaprzestania asekuracji i wypięcia liny.
„LINA!”
Druga komenda we wspinaniu wielowyciągowym (zazwyczaj), która mam wrażenie jest używana nie do końca tak jak być powinna. Widziałam wiele sytuacji, w których rzucanie liny odbywa się w tym samym momencie co krzyczenie komendy „Lina!”. A przecież zrzucamy ją na dół, często nie mamy pewności, czy na dole nikogo nie ma, niezależnie czy jest to, środkowy wyciąg czy już ostatni i lina będzie lądować u podstawy ściany. Poniżej ktoś się może wspinać lub siedzieć w zasięgu rzucanej przez nas liny.
Używajmy tej komendy ze sporem wyprzedzeniem aktu zrzucania liny. Rozejrzyjmy się przed zrzucaniem czy nikogo nie ma w zasięgu rażenia. Ja zazwyczaj rozglądam się na tyle, na ile jest to możliwe, krzyczę „Lina!” (głośno, żeby ktoś na dole miał szansę usłyszeć moją komendę) i dopiero po dłuższej chwili rzucam linę. W tym czasie jeszcze raz się rozglądam, nasłuchuję czy nie ma odpowiedzi, daję szansę tym na dole, aby się przesunęli, jeśli mają taką opcję i dopiero wtedy rzucam. Myślę, że mija niecała minuta od momentu wydania komendy i zrzucenia liny na dół.
Może ktoś poniżej prowadzi drogę, jest w trudnym momencie i ostatnie o czym teraz marzy to dostać lecącą z góry liną. Myślę, że w przypadku zrzucania liny przydaje się empatia – wyobrażenie sobie siebie na dole. Rzucajmy tak, jak sami byśmy chcieli być uprzedzani przed zrzuceniem na nas liny. Dajmy szansę tym na dole na reakcję i przygotowanie się na lecącą z góry linę.
Mikro dygresja: to samo tyczy się asekuracji, podczas zajęć (m.in. z nauki asekuracji) często powtarzam ludziom „asekuruj tak, jak sam chciałbyś być asekurowany”. To hasło to jakieś magiczne jest. Ludzie często robią wtedy oczy wielkie jak 5zł i jakość ich asekuracji poprawia się o 100%!
W sumie ta empatia to się wszędzie przydaje. W życiu też;)




