Węzeł flagowy – dobry na czilaks i awaryjną sytuację
2 lutego, 2014Climbing People vol.1
17 lutego, 2014Fajnie jest się wspinać. Fajnie jest się wspinać i myśleć o kolejnym przechwycie, o odpowiedniej pracy nóg. Fajnie jest się wspinać i być w tym na 100%. Umysł i ciało zawładnięte tym, co tu i teraz. Smakować, „delektować się każdym ruchem. Jak pysznym ciastkiem. Ale takim prawdziwym! Z Krakowa;)!” jak to powiedział przesławny Mechanior (Andrzej Mecherzyński).
Czy jest to możliwe, kiedy nie sprawdzimy się wzajemnie przed rozpoczęciem wspinaczki? Może nas to skutecznie zblokować. Jeśli my idziemy do góry, to podczas wspinania myśli zaczynają wędrować ku temu, co na dole.
„Czy lina jest dobrze wpięta?”
„Czy karabinek jest zakręcony?”
Ten, kto asekuruje może mieć podobne rozkminki na temat naszego węzła.
„Czy on/ona na pewno ósemkę przewiązała i to przez 2 punkty w uprzęży?”
Niby błahe rozkminy. Niewarte zajmowania naszej głowy, szczególnie kiedy idziemy w górę i tylko tym chcemy się zajmować.
Sama byłam świadkiem/uczestnikiem takich sytuacji. Gdyby nie wzajemne sprawdzenie się, mogło by się skończyć niezłym kuku:
1. Panel -> Lina osoby asekurującej wpięta była wyłącznie w kubek, ale o karabinku już się zapomniało. Gdyby nie czujność wspinacza, mogło by się to słabo skończyć.
2. Skały -> Wspinacz przywiązany do uprzęży ósemką. Będzie zaraz prowadził drogę. Ale lina przełożona wyłącznie przez dolny punkt w uprzęży. Na szczęście sytuacja wyłapana jeszcze „w bazie”. Groziło to obróceniem zawodnika do góry nogami i uderzeniem głową, tułowiem w skałę. W sytuacji bloka, może by się z tego jakoś wykaraskał. Ale lot z liną przewiązaną wyłącznie przez dolny punkt asekuracyjny? Mogło by się skończyć masakrycznie.
Jaki z tego wniosek?
Sprawdzajmy się. Zawsze przed rozpoczęciem wspinania. Zajmuje to chwilę, a w zamian dostaniemy czystą głowę i większą pewność oraz bezpieczeństwo.
W ramach tematu polecam 2 tutoriale:



